Dobre Czary

i takie tam inne…

Przypadek Phedro

Dawno, dawno temu, ale już jakiś czas po tym, kiedy Asowie zmontowali świat z resztek Ymira i przestali się prztykać z Wanami o to, kto jest fajniejszy i ważniejszy, nastał Złoty Wiek. Nikt jeszcze nie wymyślił podatków, więc wszystko ociekało złotem i drogocennymi kamieniami. W cudnych zamkach i pałacach, zacni niebianie ucztowali i bawili się całymi dniami i nocami. W przerwach na picie, „urządzali zawody i igrzyska, wykazywali się wiedzą, sprawnością i kunsztem. Wymyślili wszelkie rzemiosła i oddawali się im z upodobaniem.”*

NornyJak wiadomo, nic co dobre nie trwa wiecznie. (I tu pytanie: właściwie, dlaczego nie?) Zawsze znajdzie się jakiś chory z nienawiści sąsiad, który zacznie utrudniać (a jest i opcją, że wezwie służby porządkowe). Tak też stało się tym razem. Może było za głośno? Może się nudzili w Jótunnheimie? Nie wiadomo. Po prostu, pewnego pięknego razu olbrzymy wysłały do Asgardu trzy Norny, żeby zrobiły z bogami porządek. „Wraz z każdym ich krokiem do Asgardu wsączały się strach i zwątpienie, bowiem Norny okazały się prządkami Losu, tkały Przeznaczenie. Bogowie dowiedzieli się wtedy, że ich światu zapisany jest ponury kres. I poczuli cień śmierci, choć koniec wszystkiego — Ragnarók — miał nastąpić za lat więcej, niż najmędrszy z niebian mógł sobie wyobrazić.”*

futhark kw. róż genialnePo pierwsze, znowu wychodzi, że niewiedza jest błogosławieństwem. Po drugie, wspomniane wyżej Norny (jeszcze raz powtórzę) tkały Przeznaczenie. Żeby to robić, trzeba wiedzieć jak. O czym przytaczane fragmenty nie wspominają, Asowie posiadali bliżej niesprecyzowaną grę, o wdzięcznej nazwie Tefli. Były to „złote tablice, na których zapisano prawa i losy świata, a które zniknęły Asom tuż po przybyciu Norn do Asgardu.”* Bogowie odnajdą je zakopane w ziemi, w nowym świecie, po Ragnaróku. Nie wiem jak to powiedzieć, bo nikogo za rękę nie złapałam, ale jak dla mnie, to laski podprowadziły bogom instrukcje obsługi świata i nikt nawet się na ten temat nie zająknął.

Zupełnie z innej strony, podobnych mitów w stylu „kiedyś było świetnie, a dziś, to szkoda mówić” jest wiele. Ja upatruję w tych przypowieściach coś na kształt regresu – dewolucji gatunku. Asowie i Wanowie, to rasy o lepszym genotypie niż ludzie (co bogi, to bogi), a co za tym idzie, wyższym rozwoju i większych możliwościach od naszych. W jakiś sposób zaniedbali swój potencjał i dlatego zaczęli się „cofać” w rozwoju – stracili możliwość kreowania swojego losu. Zamiast się zastanowić, jako odzyskać władzę nad sobą i światem, „poczuli cień śmierci”. Znaczy, zaczęli się, po prostu bać, co jest zabójstwem dla duszy i blokuje nas na wszystkich „wyższych poziomach”. Tracimy realny ogląd sytuacji, a z czasem, zaczynamy działać irracjonalnie.

No to, jak to rozumieć? Jeśli losu nie ma, to Phedro jest nie tyle „przeznaczeniem”, co systemem przyczynowo-skutkowym. Każda „gra” ma swoje zasady. Nawet, jeśli ich nie rozumiemy lub nie zauważamy. A to, co z ludzkiej perspektywy wydaje się chaosem, z perspektywy sił kosmosu, jest misternym i precyzyjnie utkanym ciągiem subtelnych zależności. (Taki runiczny efekt motyla.)

Jeśli postanowimy spojrzeć na świat, jak na perfekcyjnie działający system, który ma nam służyć i działać dla naszego dobra, zmienimy nie tylko swoje nastawienie, ale i świat jako taki. Dzieje się tak, ponieważ zgodnie z ustaleniami fizyki kwantowej, obserwator ma wpływ na obserwowany obiekt i efekt końcowy doświadczenia (zwanego na potrzeby tego tekstu życiem). Dlatego zmieniając swoje nastawieni do rzeczywistości, zmieniamy ją samą. Bogowie zostali pozbawieni swojej „gry”, kiedy pojawiły się Norny. Od tego czasu i oni podlegali „losowi” i przeznaczeniu. Stracili swoje zdolności dostrzegania mechanizmów rządzących światem. Bez swoich złotych tablic, przestali rozumieć „zasady gry”. Jako, że przyroda nie znosi próżni, pojawił się ktoś, kto tę wiedzę posiadał – Norny. Pamiętajmy, że jeśli sami nie będziemy mieć pomysłu na własne życie, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie go dla nas miał.

W takim razie nasz los jest, czy nie jest przesądzony? I co zrobić, żeby odzyskać kontrolę nad własnym życiem? Jeśli nabierzemy zaufania do Wszechświata, złapiemy inną perspektywę. Będziemy mogli zrobić krok w tył – wycofać się nieco. Nie mówię tutaj o rezygnacji z życia – nie mylmy pojęć. Chodzi raczej o sytuacje, w których ufam, więc nie muszę kontrolować. Jeśli zaczniemy postrzegać świat jako przyjazne miejsce, będziemy w stanie poszerzyć swoją perspektywę. Biorąc pod uwagę, że jesteśmy poblokowani na wszelkie możliwe sposoby, to powiedzmy, z pola widzenia 5 stopni, wskoczymy na 7. Nie wiem jak innym, to prywatna sprawa, ale dla mnie nawet te metaforyczne 2 stopnie robią różnicę. Jeśli dodamy do tego wiedzę, że np. podobne przyciąga podobne; myśli są rzeczami; wszyscy jesteśmy połączeni ze sobą nawzajem i całym światem, to otaczający nas matrix, zacznie wyglądać zupełnie inaczej.

Historia kołem się toczy. Wiadomo, ale tylko dlatego, że ciągle stosujemy zasadę 3xZ (zakuć, zdać, zapomnieć). Jeśli nie uporamy się z danym negatywnym programem (karmą), to on do nas wróci – znowu i znowu i znowu. Na przykład: nieustannie budujemy systemy oparte na nierówności i wyzysku. Po jakimś czasie, ciemiężona grupa społeczne się buntuje. Wybucha rewolucja – bardziej lub mniej krwawa, która jak wiadomo, ma w zwyczaju pożerać swoje dzieci. Tworzymy nowy, lepszy system, który może i jest w ładnym opakowaniu, może z kilkoma chwytnymi sloganami, ale ciągle taki sam – oparty (w innej formie) na nierówności i wyzysku. Na początku wszystko jest piękne, a potem „zakochanie” nową ideą mija i znowu wchodzimy na swoją równię pochyłą.

Dlaczego? Bo nie dostrzegamy prawdziwej natury rzeczy. Nie widzimy poza hologram. Nie dostrzegamy sedna sprawy. I nie! Nie „taka karma”, nie „zły los”. Mam dość zobowiązań z „jakichś” poprzednich wcieleń, których nie pamiętam, dźwigania krzyża, którego sobie sama nie zrobiłam i „cierpienia za miliony”. Złe rzeczy, nie pojawiają się w naszym życiu, żeby nas „ukarać”, żebyśmy „cierpieli”. Nieprzyjemne sytuacje pojawiają się, bo akurat z nimi zawibrowaliśmy.

Jeśli chcemy przerwać ten rezonans, musimy przyjąć lekcję i wyciągnąć wnioski. I nie chodzi mi tu o rozdzieranie szat, posypywanie głowy popiołem i samobiczowanie. Świat ma już całkiem sporą pulę cierpienia. Nie musimy dokładać swoich trzech groszy. Chodzi o zmianę perspektywy. Poszerzenie percepcji i zastanowienie się, „po co?”. Dlaczego ta sytuacja mnie przyciągnęła? Jaki mechanizm zadziałał? Jaki schemat powtarzam? Analiza, autorefleksja, korekta zachowania / emocji / myśli / nastawienia i obserwacja zmian.

Phedro, to nie „nieświadomość”. To nie „los”. To precyzyjny mechanizm funkcjonowania rzeczywistości. Możemy się go nauczyć. Nie od razu, ale, kiedy zaczniemy dostrzegać pewne zależności, będziemy mogli je modyfikować. Zaczniemy bardziej świadomie, lepiej i efektywniej kreować swoją rzeczywistość. Zamiast reagować, zaczniemy kreować, a co za tym idzie, przejawiać swoją boską naturę. A czyż nie o to w tym wszystkim chodzi? Żebyśmy przypomnieli sobie, kim tak naprawdę jesteśmy. I pamiętajmy, że niezależnie od wszystkiego, w tym szaleństwie jest metoda! Przypadek? Nie sądzę! ;)

*Artur Szrejter „Mitologia Germańska”

Lena

lena

Reklamy

One comment on “Przypadek Phedro

  1. Pingback: Runy – zastosowanie magiczne | Dobre Czary

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Informacja

This entry was posted on 15/03/2015 by in Runy and tagged , , , , , , , , , , , , , , , .
%d blogerów lubi to: