Dobre Czary

i takie tam inne…

(Nie)Święte Święta

Święta, święta i po świętach. Od wielu lat obserwuję narastającą laicyzację społeczeństwa. Wiele osób uczestniczy w obrzędach, bo musi, bo wypada lub dla (świętego?) spokoju. Często są to pobudki rodzinne, ponieważ niejednokrotnie jest to jedyny czas w roku, który można spędzić razem.

No i tu pojawia się pierwszy kłopocik. Jesteśmy rodziną. Grupą osób, połączonych jakąś niewidzialną, genetyczną nicią. Że niby najmniejsza komórka społeczna i te sprawy. Tylko jak ta komórka ma się ze sobą komunikować, skoro przez cały rok jesteśmy dla siebie praktycznie obcymi ludźmi? Czekamy na specjalne okazje, żeby się spotkać, a kiedy już ta wielka data wybija… Okazuje się, że zamiast bliskich nam ludzi, spotykamy grupę obcych osób, luźno powiązanych ze sobą kodem DNA.

W związku z powyższym, kilka osobistych refleksji.

  1. Wybierajmy mądrze osoby, z którymi chcemy przebywać.Najcenniejsze, co możemy mieć na tej Ziemi, to relacje. Tylko uwaga… nie „więzi”. Ważmy słowa. Ja na przykład, nie chcę być już z nikim „związana”. Mam dość pętli i (zobo)wiązań. Natomiast słowo relacje, brzmi już lepiej. Nie uzależniają, nie zniewalają. Relacja jest układem dynamicznie rozwijających się i nawzajem przenikających sił. Oczywiście ona też może być patologiczna. Jasne, co kto lubi. Natomiast nazwa nie jest już obłożona takim pejoratywnym ładunkiem. To tylko niewielka dygresja. Sedno jest takie, że jeśli ktoś z rodziny jest nam bliski, to utrzymujmy z nim kontakt i relację. Niech bliski nam pozostanie. O relacje trzeba dbać. Nie ważne, czy mowa o sobie spokrewnionej, czy nie. Miejmy też odwagę eliminować z naszego życia osoby, które ściągają nas w dół. Nawet, jeśli technicznie są nam bliskie (genetycznie).
  2. Wszechogarniająca sztuczność.I to chyba właśnie od tego chciałam zacząć… ;) Ostatnio od wielu osób słyszę, że obchodzą święta… szerokim łukiem. Że to wszystko i tak nie ma sensu, a Duch Świąt (którychkolwiek), już dawno utonął w morzu plastiku. Że to tylko komercja i tandeta. I jest to prawda. O ile na nią pozwolimy.

    W swoim nie tak znowu długim życiu, miałam już wiele faz okołoświątecznych. Jako przeciętne dziecko kochałam święta. Później chciałam do znajomych. Wolałam ich towarzystwo, niż rodzinę. Była też faza bardziej agresywna, ponieważ zauważyłam, jak okresy świąteczne są wykorzystywane przeciwko nam. Na poziomie energetycznym, ekonomicznym i emocjonalnym, jesteśmy wysysani przez tzw. system. Wszystko zostało obrócone przeciwko ludziom, a większość daje się doić, jak przemysłowe krowy, ciesząc się przy tym, jak dzieci. Oddajemy swoją energię pod postacią pieniędzy, kupując rzeczy, których nawet nie potrzebujemy. Oddajemy swoją energię, pod postacią emocji (np. gniew, stres, frustracja), których byśmy nie mieli, gdyby nie świąteczny deadline (bo przecież świat pogrąży się w chaosie bez wigilii rozpoczętej o 17). Oddajemy swoją energię, uczestnicząc w rytuałach i obrzędach, których prawdziwej symboliki i znaczenia nawet nie ogarniamy. Wszystko to, to nasza energia. Idzie od nas, do kogoś/czegoś innego. To spójny system. Ona się nie rozpływa. Jest przejmowana i wykorzystywana i to raczej nie dal naszego dobra. Teraz można się zastanowić, co zasilam. Co jest wzmacniane, przez moje wybory? Czy to są rzeczy, które chciałabym w swojej przestrzeni, w swoim życiu? Jeśli tak, to moje gratulacje. Rób tak dalej. Ale jeśli nie? Chyba wypadałoby coś z tym zrobić. Proponuję, na dobry początek po prostu przestać to niechciane coś zasilać.

Co doprowadziło mnie do (jak na razie) ostatniej fazy. Samo odcinanie się od tych newralgicznych okresów, to za mało.

  1. Święta został „ustalone” w bardzo specyficznych momentach. Są to czasy przesileń i równonocy. (Nie będę tu opisywać „prawdziwej historii świąt”, bo to już zostało milion razy przedstawione, więc wystarczy przeszukać internety, żeby się czegoś sensownego dowiedzieć.) Do rzeczy. W pewnym momencie pozwoliłam ponieść się emocją i święta odrzuciłam. Zobaczyłam, że to, w co grają instytucje religijne, nie jest niewinną zabawą w rytuały, a poważnym wysysaniem ze mnie energii. Nie brałam wtedy pod uwagę, że to na prawdę wyjątkowy czas. Dlatego, zamiast pozwolić na wprowadzenie ogólnej dyktatury większości, powinnam zrobić coś na miarę tegoż wyjątkowego czasu danego święta. Wyjątkowy czas, podczas tych czterech astronomicznych wydarzeń oznacza, że to, co robię ma dużo większą wartość, niż do niedawna przypuszczałam. Dlatego, jeśli będę odstawiała szopkę, to właśnie to zasilę. Zasilę kłamstwo, system, matriksa. Odcinanie się od tego, nie wystarczyło, bo dalej nie korzystałam z potencjału możliwości, jaki otwierał się przede mną podczas świąt. Natomiast oceniając (negatywnie) świąteczną atmosferę, i tak podpinałam się do systemu, zasilając go. Dlatego znalazłam wyjście, w szukaniu i nadawaniu prawdziwego znaczenia w dniach przesileń i równonocy. Dlatego teraz, mogę robić rzeczy, które na prawdę mają dla mnie sens i moc.
  2. Teraz, dowiaduję się coraz więcej o tym, jak moi przodkowie obchodzili święta. Wiem, że ta wiedza bywa zmanipulowana i niekompletna, ale nie można wylewać dziecka z kąpielą. To po prostu odkrywanie kolejnej zasłony. Poszukiwanie inspiracji. Poszukiwanie źródła i prawdziwej wiedzy. Później, robię to, co uważam za cenne i wartościowe. Podczas ostatniego święta (zmarłych), pojechałam na cmentarz. Osobiście uważam, że nie powinno mnie tam być. 1. Cmentarz to nie miejsce dla żywych. 2. I tak nie ma tam moich przodków. Zostało tylko uwięzione w trumnie ciało, które nie może wrócić do Matki. Ale byłam. Pojechałam. I postanowiłam, że skoro już to robię, to nadam temu największą wartość, jaka tylko jest w zasięgu mojej mocy. Stojąc nad grobem, poprosiłam o uwagę swoich przodków. Podziękowałam im za ich życie i wybory, których dokonali. Szczególnie za te trudne. Za te, które mogły się wydawać niewłaściwe. Za wszystko, co osiągnęli, bo dzięki temu mogę tutaj teraz być. Za to jestem im wdzięczna. I dlatego jedyne, co powinnam teraz robić, aby uczcić ich pamięć, to być zmianą, której ten świat potrzebuje. Wszyscy możemy sprowadzać światło, miłość i dobro na tę płaszczyznę. Swoją postawą, swoimi codziennymi wyborami, swoją świadomością. Myślami, uczuciami i uczynkami. Może po nic innego tutaj nie jestem? Może właśnie dlatego, wielowiekowym wysiłkiem całego rodu zostałam tutaj sprowadzona? Może każdy z nas właśnie po to tutaj jest?

Przed nami kolejne święta. I tylko od nas zależy, jak je spędzimy i co stworzymy dla siebie, swoich rodzin i świata w tym szczególnym czasie. Nie pozwólmy sobie tego zohydzić. Nie pozwólmy sobie tego odebrać.

Świętych Świąt
Lena

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: